poniedziałek, 1 grudnia 2014

gdy ty wspominasz te noce
bezsenne jak dni
jak papierowy kubek z kawą w Starbucksie
proste a smaczne
jak szklaneczka Johnnego Walkera
błyszcząca delikatna a mocna 
jak stary telefon Nokia
nieprzemijające i trwałe
ja wtedy leżę
z głową w obłoku
własnej wydymanej chmury
i myślę jak ty
ale inaczej
bardziej powierzchownie
ale inaczej
głębiej

wdycham smród stóp mych
resztek jedzenia
życia które ulatuje
jak powietrze z opony
i myślę wspominam
marzę
o tobie

czwartek, 11 września 2014

Guma balonowa

Na słońce w mroku patrzę
W masce żelaznej co noc sypiam
I smakiem stali się delektuję

Pomięty banknot w kieszeni
Dostojnym spojrzeniem mnie wita
Piastowski bohater
Polityk z dziczy -
mniej dziki ode mnie

Ja pielęgnuję wybitne sentencje
I dziennik zaklęty otwieram co dnia
W prawdzie przychodzi żyć trudno
w to wierzysz i kpisz z moich
oczu

A ja słów twych słucham uważniej niż każdy
Każdy ruch obserwuję
Jak tygrys na polowaniu
jastrzębim spojrzeniem cię obserwuję
Nie próbuj go unikać
Nie próbuj go nawet przeczytać

Bazyliszek jest moim przyjacielem
i lekcje biorę u niego
Duszę zaś i cierpliwość ćwiczę na tobie
Przywyknij proszę do tego

Gdy tropię cię tak z ukrycia
i wargi z krwi oblizuję
Ty hasasz jak głupia sarna
...
Ciekawe czy tak też zginiesz 

środa, 10 września 2014

Moja śmierć

Chcę by śmierć ma była prosta jak oś czasu
Chcę by sen w ramionach śmierci mnie utulił

Chcę by w karton mnie wsadzono
jak ze świata zszedłem
W grób głęboki mnie wrzucono
beznamiętnie

Niechaj każdy patrzy w dziurę
w której człowiek leży
Trochę pisał, trochę czytał
teraz zdechły leży

Nie chcę nagrobku czy pomnika
Krzyż mi bardzo obojętny
Na mych zwłokach niech wyrośnie drzewo
na nim list powieście zwiędły

"Tu poeta sobie leży
co wyrazy lubił
Tu mizantrop egoista
wariat zrzęda
prawdy posłaniec
Boży człowiek
- choć zgubiony
Często whisky upojony
Zakochany w tej jedynej
co Szlachetnie Urodzoną nazwał
Dla niej pisał czytał bazgrał
I uczucie swe jej wyznał
Wraz ze swym życiem jej dał
A ostatnie co rzec pragnął

"Kochałem pisałem
w Twej miłości
Szlachetnie Urodzona dziewczyno
za życia nieba sięgałem"

piątek, 25 kwietnia 2014

Trofeum

Klękam w oparach pustki.
Lękam się jutra wiosny.
Wisi na ścianie trofeum:
serce wypchane banknotami.

Na wpół kolorowy sen, na wpół kolorowy poranek.
Barwy tęczy nie wznoszą wież codzienności.
Barwy piekła to czynią.

Pająk posłusznie łata pajęczyną moją lewą pierś.

Nie whisky wyznacza trasę poety, 
nie cudzołożnice, nie diabeł czy nawet Bóg!
Nie serce dyktuje słowa - jego przecież brak.

Na nagrobku miał mi napisać!:
Jam człowiek, pieniądz, seks.
Jam bezduszna machina poezji,
co życie swe od poczęcia przeznaczyła
na stratę...

Modlitwą stało się słowo rzucone w wiatr wraz ze śliną.
Z obrzydzeniem powiedziana nowenna.
Splunąłem na karty brewiarza, zamknąłem go i wyrzuciłem.
Na co mi Bóg!?
Mam wspaniałe trofeum.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Namiętność

Dotknij tajemnicy swojej prawdy
Palcem po ustach czerwonych jej przejedź
Pocałuj namiętnie w milczeniu
W oczy patrz 

W porannej rosie każ jej się kąpać
Rozkaż jej boso chodzić przez świat
Podaj jej figi do jedzenia
I w oczy patrz

Zrób z pięknej prawdy poezję
Stwórz dzieło
Niech namiętność cieknie po brodzie
A serce krwawi z zazdrości

Słowicza mowo Polaków
Narodu od wieków przeklętego
Nie pozwalasz wyrazić słowami
Jak prawdy zdobyć serce

Klnę więc ten świat połowiczny
Z trucizną do szpiku kości wstrzykniętą
Rzucam się w ramiona namiętnej kochanki
Co prawdę chętna mi zdradzić

I umrę w tańcu tej namiętności
Znając prawdę każdy chce się zatracić

wtorek, 8 kwietnia 2014

Spotkanie

W mango-mandarynkowym spojrzeniu
Wszystko mi opowiedziałaś.
Opowiedziałaś mi prawdę życia;
Miłości.

Stałaś tak niewinnie opierając się
O filar z marmuru.
Na skrzyżowanych stopach miałaś białe balerinki.

W Twoim konterfekcie była poezja.
Zresztą jest ona do dziś.
Ułożyłaś w ów dzień dłoń wierzchem do góry,
Dmuchnęłaś, a pył magiczny omiótł mnie na
Zawsze.

Przed oczami miałem Ciebie
Przez czas bardzo długi,
Twoją twarz rozkoszną, usta piękne,
Oczy wesołe, brązowe, wyjątkowe.
Śnieżno białą Twą sukienkę.

Czy jesteś aniołem?
Zapytałem, pamiętam! Wargami ruszyłem
Bezgłośnie. A Ty po prostu
Patrzyłaś na mnie wdzięcznie.
Pachniało tulipanami, kakaem prawdziwym,
Muzyką Beethoven'a, winem, ciastem babcinym,
Plażą, słońcem, 
Szczęściem.
Wszyscy w sali tańczyli.
Tylko my wpatrzeni w siebie...
Nagle!
Tak nagle, niespodziewanie uśmiechnęłaś się.
Kupidyni wyszli ze wszystkich
Zakamarków i zaczęli grać na trąbkach,
saksofonach, fletach, waltorniach i innych dmuchańcach.

A my dalej. Dalej na siebie patrzymy.
Ty uśmiech masz na twarzy... wspaniały,
Ja patrzę - choć mi głupio - bo Ty piękna...
Co pomyślisz o mnie...?

Mrugnęłaś do mnie
Zalotnie! Zburzyło to trochę
Kompozycję tej chwili, ale wiedziałem.
Wiedziałem!

Obdarzyłaś mnie jeszcze raz, lecz tak
Bardziej stanowczo, na pożegnanie.
Obdarzyłaś mnie swym mango-mandarynkowym spojrzeniem.
Odwróciłaś się i z gracją tancerki
Odeszłaś...

Stałem jeszcze chwilę na tym przystanku,
Patrząc z tęsknotą jak odchodzisz...

Szlachetnie Urodzona dziewczyno.

sobota, 29 marca 2014

Stul wargi

Stul wargi w mądrości.
Mądrość jest tylko w zachodzie słowa.
Stul powieki, wargi i słuchaj.
Skarb ukryty jest w tym najmniejszym,
najgłupszym.
Tylko w ciszy
Skarb wyrośnie przy drodze,
a stulone wargi zmocz
w misie mądrości. Jedno słowo
szepnij.
Zamilknij.

niedziela, 23 marca 2014

Śmierć

Śmierci pragnę!
Śmierć chcę spotkać i poznać, dotknąć.
Chcę spędzić noc z tą kurwą sprzedajną,
By wykorzystać jej zaufanie;
By poznać sekret.

Później niech spuchnie jej twarz
Od dotyku moich pięści.

Na noc z nią zdejmę maskę dżentelmena,
Zdejmę swoją maskę z imieniem,
Pozbędę się wszystkiego co moje -
Chcę czysty pozostać.

A potem po nocy upojnej
Z sekretem świata w kieszeni
Ukryję się gdzieś na pustyni,
Ukryję się... przed własnym cieniem.

Świat znów się nie dowie
Jak to jest spojrzeć w błękitne oczy śmiertelnej kochanki,
Jak smak ust jej rozkoszny jest,
Jaka z niej dziwka, że z każdym co przyjdzie!
Jaka z niej suka bezwzględna, zimna i podła,
Jak niszczy człowieka...
Przyjaciółka szatana.

wtorek, 18 marca 2014

Bezsilność

Codziennie przyglądam się odbiciu
Codziennie przyglądam się twarzy zmęczonej
Pod palcami wyczuwam bezsilność i monotonię
Zmęczenie słowami myślami nadzieją

Matowe źrenice
Nie krzyczą jak dawniej
Usnął błysk dawny

Płoną domy z zapałek
Na których miał stanąć pałac prawdziwy
Choćby chatka drewniana
Lepianka
Ogień już spokojnie wygasa

Twarz bez wyrazu krzyczy
Krzyczy bo wie że codzienność kpi z człowieka
A czas uwielbia pastwić się nad bezbronną nadzieją
Robi to bardzo powoli dokładnie
Delektuje się naiwną wiarą w lepsze jutro
Karmi się kpieniem z marzeń o szczęściu

Są drogi z których się nie da zboczyć
Są filary których nie można przesunąć
Buduje się według planu architekta

Szpik drzewa zawsze pozostanie szpikiem drzewa
Marchew na zawsze pozostanie warzywem
Każdy kwiat najpierw wspaniale otwiera się budzi
Jednak nawet najpiękniejszy bezlitośnie obumrze

Apel do "ludzi"

Złość we mnie kipi i eksploduje
Mój stan erupcji wulkanu dorównuje
Rwę z głowy włosy twarz zmarszczek dostaje
Oszukany zostałem przez chciwych ludzi zgraję

Myślałem jak większość że świat jest dobry
Że prezydent czy premier to człowiek dobry
Tymczasem ośmieszyć się pozwoliłem
Przez co do świata zaufanie straciłem

Wspaniały Stwórco tej pięknej ziemi
Donoszę pokornie że ludzie zgłupieli
Obserwuję ich bacznie od czasu pewnego
Widzę że pieniądze zrobiły z nimi coś niedobrego

Więc proszę pokornie: rzuć piorunami
Spuść z nieba listy z upomnieniami
Krzyknij tupnij lub wbij im do głowy
Ten świat zgnił przecież dopiero do połowy

Gdy trzeba będzie wykrzyczę z dachu
Prezesie! Farmaceuto! Człowieku!... Brachu!
Człowieczeństwo przegrało walkę z próżną potrzebą
Nawróćcie się póki otwarte jest jeszcze niebo

Cofnijmy się w czasie o lat może tysiąc
Zróbmy to teraz a nie za miesiąc
Mówmy znów strawa dziewka czy nawet gospodzin
Ale niech człowiek człowiekiem będzie nazywać się godzien